Projektowanie wnętrz w stylu skandynawskim – praktyczne triki i realne wyzwania
More actions
Oświetlenie małego mieszkania to nie tylko kwestia techniczna, ale też psychologiczna. Ciepłe światło o natężeniu 50-100 luksów w strefie relaksu sprawia, że wieczorem łatwiej się wyciszyć i zrelaksować. Z kolei w kuchni potrzebuję 300-500 luksów przy blacie, żeby bezpiecznie kroić warzywa i czytać przepisy. Zainwestowałam w ściemniacze do głównych lamp - to koszt około 30 zł za sztukę, a możliwość regulacji natężenia światła zmienia wszystko. Rano ustawiam pełną moc, wieczorem przygaszam do minimum. W małym mieszkaniu nie ma miejsca na sztywne podziały, dlatego oświetlenie musi być elastyczne i dostosowywać się do naszego rytmu dnia. To właśnie światło nadaje wnętrzu charakter i sprawia, że nawet 28 metrów może wydawać się duże i funkcjonalne.
W przedpokoju, który jest wąskim tunelem o długości 3 metrów, zastosowałam lustro z podświetleniem LED. To podstępnie proste rozwiązanie - światło odbija się od tafli i optycznie poszerza korytarz. Do tego dołożyłam mały kinkiet nad wieszakiem, który oświetla strefę wejściową bez oślepiania. Zauważyłam, że wiele osób zapomina o oświetleniu szafy - ja zamontowałam wewnątrz czujnik ruchu i taśmę LED, która zapala się po otwarciu drzwi. To drobiazg, ale codziennie rano oszczędza mi nerwów przy szukaniu butów czy torebki. W małym mieszkaniu każdy detal ma znaczenie, a dobrze oświetlona szafa to jak znalezienie dodatkowego metra kwadratowego.
Światło to podstawa, ale w stylu skandynawskim nie chodzi o oślepiające lampy. Wolę kilka źródeł rozproszonego światła – kinkiet przy łóżku, lampę stojącą w salonie i świece na stole. Kiedyś miałam tylko jeden sufitowy plafon, który rzucał ostre cienie. Po wymianie na lampę z abażurem z tkaniny i dodaniu małej lampki na biurku, wieczorem mieszkanie stało się przytulniejsze. Zimą dokładam jeszcze girlandę świetlną na oknie. To prosty trik, który zmienia atmosferę bez remontu. Pamiętaj tylko, żeby żarówki miały ciepłą barwę – 2700 Kelvinów sprawdza się najlepiej.
Gdy planowałam miejsce do pracy w kącie salonu, wiedziałam, że zwykła lampka biurkowa nie wystarczy. Wybrałam model z ramieniem pantografowym i kloszem z metalowym abażurem, który skupia światło dokładnie na biurku. Do tego dołożyłam regulowaną lampę podłogową stojącą obok - jej światło odbija się od sufitu i daje miękkie, rozproszone oświetlenie całego kącika. Przy takim zestawieniu mogę pracować do późna bez męczenia wzroku. Ważne, żeby światło nie padało bezpośrednio na ekran komputera - unikam wtedy odblasków. Ustawiłam lampę tak, by świeciła pod kątem 45 stopni w stosunku do monitora i to działa świetnie.
Kiedy już masz surową kuchnię bez płytek i szafek, przychodzi czas na najprzyjemniejszą część wykończenie. Wybór kolorów to pole do popisu, ale radzę zachować umiar. Ja postawiłam na białe fronty z matowym wykończeniem i ciemnoszary blat, a akcent kolorystyczny dałam w postaci kolorowego backsplashu z mozaiki. Taki układ jest bezpieczny i łatwo go później odświeżyć zmieniając jedynie dodatki. Jeśli masz otwartą kuchnię połączoną z salonem, pomyśl o spójności stylu na przykład jeśli w salonie stoi lozko z pojemnikiem na posciel w odcieniu szarości, to fronty szafek mogą być w podobnej tonacji. W małych przestrzeniach unikaj ciemnych kolorów na wszystkich ścianach, bo optycznie zmniejszą metraż, ale jeden ciemny akcent w postaci szafki nad lodówką może dodać głębi. Pamiętaj też o uchwytach wybierz takie, które łatwo utrzymać w czystości, profilowane aluminiowe profile są lepsze niż wpuszczane, bo nie zbierają brudu.
Nie da się ukryć, że remont kuchni to także logistyka tymczasowego gotowania. Kiedyś przez dwa tygodnie zmywałam naczynia w wannie, a obiad gotowałam na jednym palniku turystycznym ustawionym na desce do prasowania. To było upiorne, ale nauczyło mnie planowania. Zanim wyburzysz stare płytki, zaopatrz się w małą kuchenkę indukcyjną i postaw ją w salonie na stabilnym stole. Zrób zapas jednorazowych talerzy i sztućców, bo zmywanie w łazience męczy strasznie. Jeśli masz małe dzieci, rozejmij się z myślą, że przez kilka tygodni będziecie jeść na mieście lub dania na wynos. Warto też wynająć tymczasową lodówkę turystyczną, żeby nie musieć codziennie biegać do sklepu. Najgorsze co możesz zrobić to zostawić sobie remont na lato, bo wtedy kurz i hałas uniemożliwią otwarcie okien, a upały tylko dołożą ci nerwów.
Na koniec – dekoracje. Nie kupuj drogich bibelotów, tylko zrób je sama. Znalazłam w lesie szyszki i gałęzie, pomalowałam je białą farbą i włożyłam do słoików – za darmo. Ramki na zdjęcia z lumpeksu za 5 złotych pomalowałam sprayem. Kwiaty doniczkowe to tani sposób na ożywienie wnętrza – kupuj sadzonki na targu za 10 złotych i rozmnażaj je. Unikaj sztucznych roślin, bo zbierają kurz. Pamiętaj, że najważniejsze to nie przesadzić z ilością – w małym mieszkaniu lepiej postawić na kilka ładnych rzeczy niż stertę tandety. Dzięki tym trikom urządziłam całe mieszkanie za 2000 złotych, a goście zawsze myślą, że wydałam majątek. Tanio, ale z pomysłem – to działa.